Home
Meczennice
S. M. Malgorzata
Zalozycielka
Zarzad generalny
Adresy domów
W domu Ojca
Strefa prywatna
Czat
Zgromadzenie
Nasz dom
Misja
Juniorat
Album junioratu
Docibilitas
Formacja
SNR
Wspólpraca
Fotoreportaz  29.06.2006
Fotoreportaz  29-3.07.2006
Fotoreportaz  3.07.2006
Fotoreportaz 4.07.2006
Fotoreportaz  5.07.2006
Praca w grupach
Fotoreportaz o obsludze
Zaplecze
Zakonczenie
Kapitula
Skrzynka intencji
Kacik poetycki
Linki
Kontakt
Mapa portalu

 KĄCIK POETYCKI 
<a href="http://pi.b5z.net/i/u/1638219/f/06-AudioTrack_06.mp3">Play the media using the stand alone Player</a>

 

Codzienna miłość

 

biała papieru kartka

obok pióro

i czasu na słów kilka

nic  znów nie napiszę

 

będę Ci o sobie milczeć

wiesz przecież

wszystko

 

codzienna miłość

 

szara

przykurzona

jak stopy anioła

co cały dzień biegał

 

zmęczona

przyklękła

wyszeptała szczerze

 

- wierzę w Ciebie Boże

mimo siebie

wierzę

 

Kalisz, I 2000

 

 

* * *

 

wciąż tak trudno przychodzi

serca łamanie

 

wokół

głodnych tyle

 

podświadomie boimy się

że zabiorą

ostatni

najmniejszy kawałek

 

i jak wtedy będziemy żyć

nic swego nie mając

 

trzymamy więc mocno siebie

nie dając zbyt wiele nikomu

 

żeby tylko nie sczerstwieć

na kamień

 

na cóż taki chleb

komu

 

Kalisz, III 2001

 

* * *

 

miłość jak dobre wino

czeka i nabiera smaku

 

drąży jak kropla wody szczelinę w kamieniu

poczwarkę przekształca w motyla

żywiczne łzy drzew zamyka w bursztynach

 

jak Bóg cierpliwa

szansę wciąż daje

 

warunki tworzy na zmianę

 

Kalisz, X 2005

 

 

Powołana 

 

przeciągnięta

raz jeden

przez kreskę

zmagam się w trwaniu

osłonięta Twym pochyleniem

bo z prochu

ulepiłeś mi duszę

a niskość uczyniłeś

wysokością

w bliznach ukrywając

zdrowie

 

me imię zawołałeś

          wyszeptałeś

           zaśpiewałeś

więc dźwięczę Ci psalmem

moich pochyleń

jutrznią wczesnych

    i późnych przebudzeń

wariacjami w różnych kolorach

aż po ostatnie w kantyku Symeona

             amen

 

 

Prośba o śluby wieczyste

 

Biorąc pod uwagę

rozkład linii papilarnych

oraz kilka pacierzy

które wstrząsnęły moją ziemią

i kilka lądów

które wstrząsnęły moimi pacierzami

jakoś świadoma

co oddaję

i że skłonna to właśnie zachować

pragnę wcisnąć się

                        Jemu w ręce

 

Ostatecznie

będzie wiedział

co ze mną zrobić

 

               Warszawa 28 lutego 1993

 

 

* * *

 

Chciałam się wybrać

na śniadanie

do Galilei

usiąść z Tobą

nad tą rybą

co jak księżyc

jest dla

zakochanych

 

Lecz

w pół-kroku

się speszyłam

Boże!

Co ja potem

zrobię

z tymi barankami?

 

                        kwiecień 1990

 

Nowe oczy

 

nie cierpienia

ale przywiązania do bólu

się boję

 

nie więzienia

ale nawyku niewoli

kulenia ramion

w słodko - gorzkiej litości

nad sobą

 

wolność

największe z ogołoceń

 

nowe oczy

 

 

Jest taka ziemia

 

Jest taka sfera duszy

jest taka sfera ciszy

taka ziemia

graniczna

w głębi najgłębszej

jestestwa

 

Bóg tam mieszka

 

do tej ziemi

stopie innej

stop

choćby

w imię szła drogie

 

gdy ziemia ta wolna

wolny

cały człowiek

 

 

Nareszcie

 

na wszystko

już za późno

na wszystko

jeszcze za wcześnie

 

pozwól

płaszcz zdejmę z ramion

zaparzę herbaty

 

nareszcie

między już i jeszcze

błogosławione teraz

 

nareszcie

 

 

Mistyczne Sensu Stricte

 

wyłupiaste oczy przetarłam
szmatką prostoty 

poranne widzenie stało się
właśnie tak przejrzyste że
żadych porównań

odgrzewam kawę na nowych sensach
smakuje tak 
niewypowiedzianie

kładę usta na wilgotnym słowie

przebudzenie

byle tylko
nie przegadać 

spotkania 

 

2005.06.06

 

 

Pod kapeluszem

 

Ktoś pozwolił nam na rozczesanie
uczuć schowanych pod kapeluszem
blado - rożowym dotykiem prawdy
wychodzącej małą szparką za uchem

szeptasz: nie ma już nastrosznonych
jak zeszłego lata ciemnych stron
nareszcie pomoczeni porannym Słowem 

z mroku rozszerzonym okiem kolejno


wyrastamy w stokrotki

 

2006.04.28

 

epifania II

 

pierwszy błysk jego oka
pojawił się wczoraj gdy
dostojnym krokiem wyruszał

w głąb samego siebie 

wnętrze napotykając głaskał
po grzbiecie znaczeń
bezszelestnie budząc

ducha

podskakując co jedno natchnienie
jak dziecięca czkawka
oglądał jeszcze niesmiało
prawdę

opaloną porannym słońcem

 

2005.06.27

 

 

* * *

 

smutno

pusto i boleśnie

osowiały ducha świat

zdrada przyszła

tak po cichu

bezszelestnie

z pocałunkiem

wręczając kwiat

 

 

* * *

 

wczoraj

gdy byłam kotem

szłam lekko po trawie

łapa za łapą

cicho

słyszałam rozmowę

konik polny w rosie mył głowę

leżałam na słońcu długo

odprężona

ogonem rzuciłam

pazur zadarłam czule

zwabiłam nić pajęczą

myślałam

dobrze czuć

powietrze

ciepło i zapach

beztroską upajać się letnią

chwytać chwilę

łapać ucieczkę

będąc

 

 

* * *

 

jest we mnie taki dom

co Ciebie zawsze czeka

jest we mnie takie serce

co Cię pragnie bez znużenia

są we mnie takie oczy

co Cię widzą we dnie w nocy

są we mnie takie drogi

co Cię wiodą w moje progi

w burze rozpaczy

w posuchy oschłości

w ciemnościach nocy

w lęku boleści

czekam i pragnę

ufam Miłości

 

 

 

Obrączka

 

(Dilectus meus mihi et ego Illi)

 

MÓJ           los dziś niosę w dłoni

MIŁY          mój miłość swą trwoni

JEST          blisko serca mego

MÓJ           jest i nie ma innego

A               czasu już niewiele

JAM           gotowa na wesele

MIŁEGO      ukochałam

MEGO         Pana pozostałam

 

28.04.2006 Rzym

 

 

Czekanie

 

Ty sam wiesz jak

Wyglądam

Wybiegam

Miłość karze czekać

Ciemny grób, odbijam się

Od ściany do ściany

Trudna droga wiary w zmartwychwstanie

Czekać tak długo

Aż się to stanie

 

 

List

 

Płakałaś Mario, szukałaś

Czy odnalazłaś?

Szukałaś ciała, nie pragnień Jego

Szukałaś Oblicza

Czy to do pragnień się zalicza?

Szukałaś dotyku

A czy między śmiercią a życiem

W tym przejściu jest życie

Kto drogą był twoją do grobu

Mistrz z Nazaretu?

Tam Go nie znalazłaś

Pragnienia inne On ma

Nie spotkałaś tak szybko

Pragnień się szuka

Czy szukałaś trupa?

Mario!

Już blisko jesteś - szukaj!

Rabbuni

O Mario, pragnienia szukaj

Pragnienia innego jednego

Idź i powiedz

Biegłaś jak szalona

Teraz wiesz, na Eucharystii ikona - Mistrz

Zmartwychwstaniem kończąc list

Do Ciebie

Przyjdź twoją drogą

Przez morze wspólnoty

Stąpaj odważnie, to suchy ląd

Droga do Zmartwychwstania

I Boga w niej uwielbiania

 

22.07.2005

 

 

Poezja

 

nieuchwytny i rzeczywisty

w zdziwionej dłoni

jak oscylacja

prawdy i snu

tańczący promień

 

 

Józef Ben Dawid

 

Zastąpić Boga

w ojcostwie...

 

czy sięgał

myślą

tak daleko?

 

jednako

sprawiedliwy

i miłosierny

Mąż

  - Józef Ben Dawid

 

wybrany

przed wiekami

gdy Stwórca

wziąwszy grudkę

galaktycznego piasku

rzekł:

"ten będzie na

mój Obraz

i Podobieństwo

- Abba"

 

czy zakłopotany

pytał czasem

Jahwe:

"jak mam Ciebie

objawić...?"

widząc

że Bóg w ciele

galilejskiego

chłopca

naśladuje jego

- cieślę z Nazaretu

 

 

Wejrzenie przestronne

 

Wejść do świątyni

Boga

 

w przejrzystą iluminację

Niezgłębionego

olśnienia

 

w metamorficzny

Korzeń

bytu

 

w harficzną

Bezbrzeżność

psalmodii

 

w Miłość

Wejrzenie

przestronne

 

Rzym 25.01.1999

 

 

* * *

 

nie licytuj się ze mną czasie

bo coś mi wydarł tutaj pół-przemocą

Bóg mi odkupi krwią swoja złotą

i ofiaruje w paproci kwiecie

już nie zadręczaj mnie lękiem o ciebie

wiem że drżysz o los kruchy

bo co kruchszego na tym jest świecie

nad lichość czasu i mgnienie chwili

lubię cię czasie boś migotliwy

niesiesz ze sobą wiele blasku

lecz złudny jesteś i niecierpliwy

odejdź i nie męcz mnie rozpaczą

ja wierzę w Wieczność co nie przeminie

i w Miłość trwalszą od skał z przed epok

ja jestem drobiazg co nie zginie

choć ty przepłyniesz przeze mnie rzeką

więc nie licytuj się ze mną czasie

bo choć miś wiele wykradł łez

ja ci wybaczę bo ty zginiesz

ja pozostanę pamiętając cię

 

 

* * *

 

bliskie mi wron krakanie

bliskie w oknie dumanie

bliskie szrony na szybach

bliskie oczu płakanie

bliskie jesienne chwile

niosą wspomnienie dzieciństwa

kiedy Boga szukałam

na wschody patrząc słońca

bliskie traw pochylenie

bliskie mgły nad drzewami

bliskie w ciszy pukanie

 

bliskie mi wron krakanie

niektórzy boją się wron

złowieszcze to ich krakanie

a mnie chrapliwy ich  ton

mówił i mówi: To ON, to ON

myślą wspomnienia głaszczę

to wielkie czarne ptaszysko

i stojąc przy oknie jak kiedyś

dziękuję Bogu za wszystko

 

bliskie mi wron krakanie

bliski poranka chłód

bliskie ciszy śpiewanie

bliskie w sercu: puk, puk

 

 

* * *

 

ból łzy nawleka na nici włosów

ból mną zawłada jak czar rozkoszy

noc mnie ogarnia ciszą Trój-dźwięczną

sen się przygląda jak myśli więdną

oddycham nocą wonią pomroczy

cisza mnie koi

spada na oczy

otula miękko

bezpiecznie głaszcze

całując smutną duszę mą zawsze

 

 

***

 

Panie!

Życia nie stanie

by Ci dziękować!

 

Za kwiaty na łące

za słońce

wiatru szalony wiew!

 

Za powołanie,

czasu nie stanie

by śpiewać.

 

Za ból i rany

ręką bliskich

zadany.

 

Panie! Życia nie stanie!

Proszę!

Wieczność mi daj!

 

Rzym, 17 VII 1994

 

 

Burze

 

Jesienne są jeszcze groźniejsze.

Jakby się życie pytało,

co z wysiłków człowieczych

zostało?

 

Drzewa silne wyniosłe

się łamią. Zarozumiałe.

Bóg niszczy samochwałę.

 

Wiotkie drzewa, świadome

swej słabości, ku ziemi się zniżają.

O miłosierdzie wołają.

 

Bóg je ocala!

 

Rzym, 1 XI 1993

 

 

***

 

Miłość.

Czym jest?

Ciągle to samo

pytanie.

 

Odpowiedź:

krzyż,

śmierć,

zmartwychwstanie.

 

Rzym, 10 III 1994

 


S i o s t r y   N a j ś w i ê t s z e j   R o d z i n y   z   N a z a r e t u

Via Nazareth, 400          00166 Rome, Italy         Tel (+39) 06.624.0929         Fax (+39) 06.624.1295        Email: info@generalate.org
_________________________  .::  ©  2006 CSFN    Wszystkie prawa zastrzeżone. Tutti diritti riservati. All rights reserved ::. _________________________

Church Web Templates